ostatni dzień tygodnia

Publié le par cagliostro

 Szedłem przez ulice Amsterdamu. Świat nabrał dziesięciokrotnie
     więcej intensywności niż zwykle ! Kolory były bardziej
     jaskrawe. Zapachy intensywniejsze, sztuczne penisy na wystawach
     sex-shopów większe. Piersi pań z dzielnicy czerwonych latarni
     okazalsze !

     Wiosna !

     Szedłem na jego koncert. Pełen obaw o to, co się stanie.

     (...)
    
     Statek kołysał się na falach kanału. Przez okna wystające
     niewiele ponad powierzchnię wody wpadały odbicia nabrzeżnych
     latarni.
     Zszedłem po schodach do dolnego pomieszczenia. On siedział za
     perkusją wykorzystując ostatnie sekundy czasu przeznaczonego na
     próbę dźwięku !
     Byłem w miejscu, gdzie czas się zatrzymał ! (I chciałem aby już
     nigdy nie ruszył z miejsca ... niechaj nawet spotka mnie za to
     kara jak Fausta ;) )
     Zauważył mnie ! Podszedł od perkusji. Wykonał ruch jakby chciał
     mnie objąć na powitanie... ale ja dokładnie w tym samym momencie
     wyciągnąłem rękę. ... szybko się cofnął i sam mi podał.
    
     Rozmawialiśmy do samego jego koncertu... nic nie pworst, ale
     brzmiało bardzo dwuznacznie - o planowaniu przyszłości itp (on
     wie, że od lipca nie będzie mnie w Holandii)

     To był jeden z najlepszych wieczorów mojego życia ! Z drugiej
     strony zdałem sobie sprawę, jak bardzo konsumpcjonistyczne jest
     moje podejście do życia :(( (na pewno nie bez znaczenia był wpis
     na blogu Abramasi i kolejne wpisy podlinkowane z niego)
     Konsumuję muzykę, konsumuję uczucia, miejsca w których jestem.
     Z jednej strony chcę być
     wolny i nie wiązać się z żadnym miejscem ani sytuacją... z
     drugiej strony mam świadomość, że pododuje to iż jestem potwornie
     zachłanny! Porzebuję ciągle nowych wrażeń. Ciągła świadomość, że
     wszystko jest bardzo tymczasowe sprawia, że nie mam w ogóle
     cierpliwości! Wszystko chcę mieć natychmiast. Przeżyć jak
     najwięcej, zobaczyć jak najwięcej. Kiedyś myślałem, że to jest
     droga do szczęścia. W pewnym momencie łatwo zdać sobie jednak
     sprawę, że być może jestem złym człowiekiem... gonię za życiem,
     karierą, wszystkim, nie potrafiąc tak na prawdę zatrzymać sie w
     miejscu i cieszyć się chwilą ! Czy, gdyby wszystko potoczyło się
     tak, jak pragnę, powinienem rzucić to, co mam zaplanowane ?
     Odrzucić prawdopodobnie największą życiową szansę [nie sądzę aby
     po raz drugi chcieli mnie tam przyjąć po zerwaniu podpisanego
     kontraktu] i zostać w Holandii wiodąc całkiem zwyczajne, ale
     prawdopodobnie szczęśliwe życie ?! Ktoś mi niedawno powiedział,
     że to kwestia priorytetów jakie się ma w życiu... ale ja nie wiem
     jakie mam ! Jeszcze nie dawno przysięgałem sobie, że chętnie
     poświęcił bym swoje życie prywatne aby osiągnąc coś ważnego !
     Zrobić coś ważnego dla całej ludzkości. Teraz mam wątpliwości czy
     jestem do tego wystarczająco dobry... nawet gdyby udało się to
     osiągnąć, czy dało by mi to szczęście ? Na pewno bardzo silne
     ataki euforii... czy są one lepsze od stałego stanu względnego
     szczęścia ?! 

     Szkoda, że nie mam raczej szansy zostać artystą... pewnie
     ułatwiło by to wiele spraw ! ( Oraz przysporzyło masy nowych
     problemów). Cały czas musiał bym myśleć o takich sprawach. To
     boli, ale jest to ten dobry, twórczy rodzaj bólu ! Żyjąc w
     codzienności wszystko to ustępuje miejsca mało ważnym
     problemom. Jedynie czasami udaje się poza to wyjść... i odczuć
     cały stracony czas który mógł być poświęcony na wprowadzanie
     zmian !

     Aby być artystą-matematykiem trzeba mieć niesamowitą
     samodyscyplinę i zdolności. Mam szczęście znać kilka takich
     osób!

     Dlaczego moje przemyślenia wydają mi się tak płytkie w
     konfrontacji z osobami na których mi najbardziej zależy ? Czy
     inni nie tracą czasu ? Szkoda, że nie można obserwować czyjegoś
     życia z ukrycia ;P Co ktoś mówi, myśli, robi, nie zakłócony moją
     obecnością!

    
    Po koncercie jeszcze trochę rozmawialiśmy ( poznałem jego brata)
    potem kawałek drogi wracaliśmy razem do domu. Chciałem go zaprosić
    dzisiaj do jakiejś knajpy, ale powiedział, że musi wracać na weekend do
    Rotterdamu ... za to chętnie innego dnia.

    Czasami mam wrażenie jakby zależalo mu na tym samym. Czasami wręcz przeciwnie.
    Pociągi jeżdżą co 30-60 minut ! ( do tego są nocne). A może to ja chcę wszystko przyspieszyć?
  
    Siedzę w biurze i słucham ścieżki dźwiekowej z godzin. Dzisiaj jestem w nastroju w
    którym ten film do mnie trafia w 100% ... szkoda, że nie zawsze tak jest. Czuję się jak przez
    całe zeszłe wakacje ! (Ciekawe, czy zaczynam wychodzić z pierwszej fazy bardzo podobnej do gorączki ;P )
    ... ciekawe czy będą następne. nigdy nie udało mi się być z kimś dłużej niż kilka miesięcy :(( (pewnie z powodów wymienionych wcześniej) czy uda mi się ? Jak oduczyć się konsumpcjonizmu ?!


Commenter cet article