czwartek... czyli jak wycommingoutowałem się przed wszystkimi

Publié le par cagliostro

Czwartek jest zazwyczaj dość stresującym dniem. Wtedy właśnie nowa wersja naszego oprogramowania instalowana jest na serwerach. Jest to więc moment w kiedy pojawia się najwięcej problemów i napięć. Jeśli ktoś zrobił błąd który nie wyszedł w ciągu testów, pojawi się on najprawdopodobniej teraz... około 9 milionów razy na godzinę na ekranach użytkowników w całej Holandii i kilku przyległych krajach.  Moje modyfikacje były tego dnia wyjątkowo niepodatne na automatyczne wykrycie w nich błędów, do tego musiałem modyfikować bardzo ważny kod odpowiedzialny za kluczowe funkcje.

Po godzinie 9, kiedy wszyscy byli w biurze, rozpoczęła się procedura. Wszystko szło świetnie. Po zainstalowaniu wszystko działało... aż zacząłem przyglądać się dokładniej. Moje modyfikacje, jako, że dość głębokie, miały na razie działać tylko na jednej z naszych domen internetowych ( aby przetestować czy wszystko jest w porządku). Chodziło konkretnie o najmnijeszą z nich (jedynie kilkaset tysięcy odwiedzin dziennie). W czasie tesowania kodu na mojej maszynie musiałem w nim wpisać inną domenę jako która rozpoznawany był mój komputer. Jakie było moje zdziwienie kiedy około godziny 10 zorientowałem się, że taka właśnie wersja znalazła się w głównej gałęzi repozytorium.
Kod działał na naszej największej domenie mierzącej miliony wejść co godzinę !! Musiałem jakoś rozwiązać ten problem. Przed oczami miałem już zrzędzącego szefa mówiącego jakieś oczywistości o testowaniu kodu..... to właśnie była taka zmiana której nijak nie dało się wykryć naszymi testami, bo wymagało by to uruchomienia w prawdziwym środowisku produkcyjnym. Szybko przygotowałem patch'a, zmerge'owałem z główną gałęzią i zacommitowałem zmiany. Teraz pojawił się problem jak bez wzbudzania podejrzeń zainstalować to na około 1000 serwerach ;) Niestety przez błąd administratora nie mam jeszcze wszystkich uprawnień do robienia tego samodzielnie [co się okazało chwilę później kiedy próbowałem] Do tego każdy deploy powoduje, że stosowne komunikaty wysyłane są do wszystkich pracowników działów technicznych! Nie ma więc mowy o nie przyciągnięciu uwagi. Kiedy już wszystko było gotowe, napisałem do mojego mentora (został mi jeden przydzielony na pierwsze miesiące pracy), że potrzebuję to zrobić. Nie było wyjścia... oczywiście wcześniej przygotowałem dokładny opis aby nie zadawał głupich i niewygodnych pytań [z których wszyscy dookoła natychmiast zorientowali by się, że coś jest nie tak]. Na szczęście obyło się bez nich. Po godzinie i kilku milionach błędnych otwarć strony, wreszcie wszystko wróciło do normy. Jak się okazało, nie byłem tego dnia jedyną osobą która wykonywała dodatkową instalację:D Chyba więc sytuacja nei była niecodzienna. W każdym razie była moją pierwszą przez co bardzo wzmagała produkcję adrenaliny w moim organiźmie ( dzięki czemu dzień minął wyjątkowo szybko... pomimo tego, że poprzedniej nocy spałem około 3 godzin). Na szczęście mój nowy kod wydaje siędziałać poprawnie przez co nikt nie zauważył żadnych problemów w trakcie tej pierwszej godziny.

Czwartek jest oprócz tego dniem cotygodniowych imprez studenckich. Tym razem chciałem zerwać z mroczną tradycją siedzenia w moim pokoju i ogólnego alienowania się (co nie jest aż tak proste kiedy wszyscy się dobrze wzajemnie znają a ja tylko bardzo powierzchownie :( ) Przyjechanie do Amsterdamu prosto z Genewy było o tyle kiepskim posunięciem, że zaraz po 3-miesięcznym okresie bardzo intensywnego poznawania ludzi, nie miałem specjalnie ochoty na nowe). Po kilku godzinach snu, około 24 przeszedłem się w końcu do knajpy :-) Kupiłem piwo i skierowałem się od razu na parkiet. Tańczyłem jakąś godzinę ( i 3 piwa). W międzyczasie zauważyłem, że jakiś koleś tańczący w grupie moich znajomych cały czas mi się przygląda. W pewnym momencie zaproponował mi piwo... poszliśmy do baru, pogadaliśmy trochę (czasami mam problemy z zawieraniem znajomości :( ... zaczynam siękrępować i nie za abardzo wiem co powiedzieć... aby unikać okropnych banałów typu "co studiujesz?" itp... których oczywiście nie da się uniknąć szczególnie jak się z kimś rozmawia po raz pierwszy w życiu [jak wtedy myślałem]). W końcu stanęło na tym, że musimy się któregoś dnia wybrać wspólnie na jakąś imprezę. W tym momencie po raz pierwszy wspomniał o gejowskiej dyskotece. Od samego początku miałem wrażenie, że gdzieś go widziałem!  Nie było w tym jednak nic dziwnego ponieważ był członkiem nie tak znów dużej społeczności studenckiej. W końcu przypomniałem sobie, że kilka miesięcy wcześniej rozmawiałem z nim na GayRomeo !  [Co potwierdziły moje pokrętnie zadane nie wprost pytania ;) ... oczywiście na takie bezpośrednie bym się nie odważył :( ]. Oprócz wyglądu świadczyły o tym Imie ( Brandon) i  pochodzenie (Kansas)! Ciekawe na ile to prawda, ale on obstaje przy wersji, że nie pamięta mnie z GR, a na początku myślał, że jestem hetero.  Czas płynął  podobnie szybko jak piwo, razem z nim pękały blokady. Około godziny 2 tańczyliśmy już razem nie zważając na otoczenie.... a potem kilka razy się pocałowaliśmy, co widzieli wszyscy obecni.
Później .... :x
"Rano" obudziłęm się z kacem i lekką tremą przed spotkaniem współlokatorów... spotęgowaną tym, że jeszcze leżąc w łóżku słyszałem kolegę z sąsiedniego pokoju wychodzącego z kimś i opowiadającego o mnie ;) Pomimo, że całe zajście było wynikiem nadużycia alkoholu, trochę się ucieszyłem z obrotu spraw. [A może to moje perwersyjne przyzwyczajenie aby interpretować wszystkie zdarzenia na moją korzyść]. Jeszcze nigdy nie byłem w takim stopniu otwarty a okoliczności są wręcz wymarzone na eksperymenty. Za kilka miesięcy stąd wyjeżdżam i pewnie nie będe mial stałego kontaktu z nikim tutaj obecnym [a przynajmniej nie będę do niego zmuszony przez okoliczności]. Zacząłem od napisania SMSa do Brandona. Po jakiejś godzinie kolejnego ... po chwili przyszła odpowiedź z informacją, że on nie ma tego numeru w książce. Zapytałem go czy nie pamięta wczoraj ;) ... po jakimś czasie przysłał smsa z przeprosinami, że kontakt zapodział mu się w jakiejś grupie znajomych. chciałem mu odpisać, ale okazało się, że poprzednia wiadomość była ostatnia którą mogłem wysłać wykorzystując resztki pieniędzy na koncie telefonicznym.
Brandon najwyraźniej uznał, że się obraziłem i wysłał mi jeszcze kilka wiadomości z przeprosinami. Poszedłem coś zjeść [raz kozie śmierć... nie będę się przecież ukrywał przed współlokatorami w nieskończoność... najważniejsze to traktować wszystko normalnie]. Wszyscy których spotkałem [a były to te same osoby które wczoraj mnie widziały] zachowwały się jakby nigdy nic :-) Rozmawialiśmy, żartowaliśmy i było po prostu zwyczajnie [jeśli nie lepiej ;)]. Wróciłem do pokoju i zobczyłem, że Brandon dzwonił nie mogąc doczekać się na moją odpowiedź. Niestety nie byłem w stanie do niego oddzwonić. Po jakiejś godzinie zadzwonił jednak ponownie. Odbyliśmy miłą rozmowę i umówiliśmy się na ten albo następny wieczór [co przełożyłem na jutro jako, że kac mnie jeszcze całkowicie nie opuścił :( ]. Ciekawe jakie będą konsekwencje tego co się stało! Brandon wydaje się być całkiem fajną osobą... zobaczymy :D [ ale nie wiązał bym z tą znajomością wielkich nadziei choćby dlatego, że za kilka miesięcy on wraca do USA a ja też opuszczam Amsterdam. Po raz pierwszy jestem w sytuacji, kiedy moja orientacja seksualna jest publicznie znana. [To mimo wszystko co innego niż powiedzenie bliskim znajomym... nawet jeśli oni to przekażą komuś dalej]

Teraz słucham koncertu na programie II Polskiego Radia - Europa Galante, Philippe Jaroussky i inni - Herkules nad Termodontem. Szkoda, że jakość nie jest taka jak na płycie [ przez straty w kompresji strumienia audio :( ]. Chciał bym teraz siedzieć na sali filharmonii krakowskiej !!! Nawet jest niemalże kopia jednej z moich ulubionych arii z Orlando Furioso :D

Commenter cet article

Walpurg 02/02/2009 22:55

Brandon - piękne imię na męża :)

Hebius 24/01/2009 00:31

Pod koniec roku będziesz mógł sobie kupić płytę z nagraniem Biondiego w podobnej obsadzie (Jaroussky będzie na pewno).